Mam nadzieję, że chociaż Google Wave popchnie internet w dobrą stronę. Puki co, sam przyczyniam się do sukcesywnego oddalania internetu od słusznych idei jego twórców. Tak, jak Ameryka powstawała jako państwo ateistyczne i stricte wolnorynkowe, a dziś w jej PR wpisał się kościół i ekonomia socjalna, tak w zdecentralizowany internet wtacza się coraz więcej centralizujących projektów.
Google Search i Gmail to pół biedy. Pamiętam jeden przypadek awarii Gmaila i 0 awarii wyszukiwarki. Dalej wyłania się Facebook – scentralizowany mikrointernet – i Twitter – najszybsze medium świata polegające na wadliwej architekturze jednej grupy ludzi bez biznesplanu.
Dzisiaj podłączyłem Twittera do Google Readera za pomocą Readtwit. Właśnie tego najbardziej się obawiam – kultury mashupów pośredniczących w wymianie informacji. Te wędrują z rąk do rąk narażone na pęknięcie któregoś z ogniw.
To wszystko musi być zorganizowane inaczej. Tylko jak?
